niedziela, 8 stycznia 2012
środa, 4 stycznia 2012
Romeo z Otmuchowa
Tak się złożyło ze 1 stycznia zastał mnie na wycieczce w Otmuchowie . W tym niewielkim miasteczku na Dolnym Śląsku znajduje się wspaniały XIII wieczny zamek , a jak zamek to i wieża .... .Nie o przeszłości tego miejsca zamierzam jednak dziś napisać , ale o tym co wydarzyło się tam 31.12.2011 . Historia wielce romantyczna, aż dziw ,że wpasowana w XXI wiek .
Oczywiście w taki dzień jak Nowy Rok wszelkie przybytki nie są udostępnione do zwiedzania , w związku z tym oczywistym było , że widok z wieży otmuchowskiego zamku nie dany będzie do oglądnięcia moim oczom .... Ale raptem znikąd .....pojawiła się wielce rezolutna Pani z młodzieńcem, którzy to posiadając klucz do otmuchowskiej wieży zgodzili się zabrać nas na górę . Po co tam szli ? Ano właśnie ..... W sylwestra o 24 na szczycie wieży młodzieniec oświadczył się swojej wybrance !!!! Był PRAWDZIWY szampan , serce z róż ,świece i oczywiście pierścionek a dodatkowo jako bonus ..... setki sztucznych ogni sylwestrowych . Po drodze na szczyt chłopak wszystko nam opowiedział - o tym jak powstał pomysł , jak wynajął na ten cel ową wieżę , jak przetransportował odpowiednie gadżety do góry i jak to dziewczyna z zawiązanymi oczami została wprowadzona na wieżę . Wcale niełatwa organizacja tego przedsięwziecia sowicie się opłaciła , zaręczynowy pierścionek ZOSTAŁ PRZYJĘTY , a narzeczona jeszczcze 1 stycznia pozostawała w szoku . Wtedy , kiedy się spotkaliśmy udawali się na górę aby posprzątać cały "bałagan" .
Pozdrawiam otmuchowskiego Romea - Damiana i jego wielce sympatyczną przyszłą ciocię - Panią Teresę / narzeczona to jej siostrzenica / . Życzę wiele szczęścia w tak rozpoczetym roku i już na zawsze....
A tak na marginesie - widok z wieży zatrzymujący dech w piersiach . O północy w Sylwestra musiał być po prostu bajeczny !!!
Oczywiście w taki dzień jak Nowy Rok wszelkie przybytki nie są udostępnione do zwiedzania , w związku z tym oczywistym było , że widok z wieży otmuchowskiego zamku nie dany będzie do oglądnięcia moim oczom .... Ale raptem znikąd .....pojawiła się wielce rezolutna Pani z młodzieńcem, którzy to posiadając klucz do otmuchowskiej wieży zgodzili się zabrać nas na górę . Po co tam szli ? Ano właśnie ..... W sylwestra o 24 na szczycie wieży młodzieniec oświadczył się swojej wybrance !!!! Był PRAWDZIWY szampan , serce z róż ,świece i oczywiście pierścionek a dodatkowo jako bonus ..... setki sztucznych ogni sylwestrowych . Po drodze na szczyt chłopak wszystko nam opowiedział - o tym jak powstał pomysł , jak wynajął na ten cel ową wieżę , jak przetransportował odpowiednie gadżety do góry i jak to dziewczyna z zawiązanymi oczami została wprowadzona na wieżę . Wcale niełatwa organizacja tego przedsięwziecia sowicie się opłaciła , zaręczynowy pierścionek ZOSTAŁ PRZYJĘTY , a narzeczona jeszczcze 1 stycznia pozostawała w szoku . Wtedy , kiedy się spotkaliśmy udawali się na górę aby posprzątać cały "bałagan" .
Pozdrawiam otmuchowskiego Romea - Damiana i jego wielce sympatyczną przyszłą ciocię - Panią Teresę / narzeczona to jej siostrzenica / . Życzę wiele szczęścia w tak rozpoczetym roku i już na zawsze....
A tak na marginesie - widok z wieży zatrzymujący dech w piersiach . O północy w Sylwestra musiał być po prostu bajeczny !!!
wtorek, 27 grudnia 2011
...A to feler westchnął seler ....
Obiecałam niedawno ,że wrócę na "Żyda"i uwiecznię cuda tam oferowane . Byłam przed świętami , poczynić - rzecz jasna - pewne zakupy . Człowiekowi / bynajmniej mnie / mózg wariuje i palą się styki w obliczu takich cudów i tego całego dobrodziejstwa . Wróciłam obładowana owocami , warzywami , kiszonkami , kandyzami wszelkiej maści i na dodatek jemiołą !!! Na takich targach wariuję dokumentnie , obojętnie czy to krakowski Żyd , czy arabski souk albo Ramblas w Barcelonie. Jak już kiedyś pisałam choroby swojej sie nie wstydzę , bo lepsza taka niż inna ;-))) A z tejże okazji przypomniał mi sie kultowy wiersz Jana Brzechwy - pamietacie ? No i kilka zdjęciuszek .....
Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:
"Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze."
"Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!"
Rzecze na to kalarepka:
"Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"
Groch po brzuszku rzepę klepie:
"Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"
"Dzięki, dzięki, panie grochu,
Jakoś żyje się po trochu.
Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może."
"A to feler" -
Westchnął seler.
Burak stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:
"Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?"
Burak tylko nos zatyka:
"Niech no pani prędzej zmyka,
Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą."
"A to feler" -
Westchnął seler.
Naraz słychać głos fasoli:
"Gdzie się pani tu gramoli?!"
"Nie bądź dla mnie taka wielka" -
Odpowiada jej brukselka.
"Widzieliście, jaka krewka!" -
Zaperzyła się marchewka.
"Niech rozsądzi nas kapusta!"
"Co, kapusta?! Głowa pusta?!"
A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"
"A to feler" -
Westchnął seler.
Takie słyszy się rozmowy:
"Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze."
"Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!"
Rzecze na to kalarepka:
"Spójrz na rzepę - ta jest krzepka!"
Groch po brzuszku rzepę klepie:
"Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?"
"Dzięki, dzięki, panie grochu,
Jakoś żyje się po trochu.
Lecz pietruszka - z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może."
"A to feler" -
Westchnął seler.
Burak stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:
"Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?"
Burak tylko nos zatyka:
"Niech no pani prędzej zmyka,
Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą."
"A to feler" -
Westchnął seler.
Naraz słychać głos fasoli:
"Gdzie się pani tu gramoli?!"
"Nie bądź dla mnie taka wielka" -
Odpowiada jej brukselka.
"Widzieliście, jaka krewka!" -
Zaperzyła się marchewka.
"Niech rozsądzi nas kapusta!"
"Co, kapusta?! Głowa pusta?!"
A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"
"A to feler" -
Westchnął seler.
piątek, 23 grudnia 2011
Już świętuję ;-)))
Coroczny standardowy maraton świątecznych przygotowań mam za sobą . W tym roku postawiłam na spokój i wyszło tak samo perfekcyjnie jak przy "wściekłym bieganiu" . Widać na starość też mozna się czegoś nauczyć . Posprzątane , podekorowane , pogotowane , Kalifek wykąpany .....
Mój pracowicie wykonany wieniec z dzikiej róży uzyskał bardziej rozbudowaną formę , podobnie jak dekoracja stołu .
W tym roku Villeroy'owe miasto odpoczywa ..... http://szarpejek.blogspot.com/2010_02_01_archive.html .....
Mój pracowicie wykonany wieniec z dzikiej róży uzyskał bardziej rozbudowaną formę , podobnie jak dekoracja stołu .
W tym roku Villeroy'owe miasto odpoczywa ..... http://szarpejek.blogspot.com/2010_02_01_archive.html .....
....... w zastępstwie miasta , pojawiła sie niewidziana od kilku lat / ze względu na Kalifka / choinka ......
.....no to jeszcze się pochwalę ciasteczkami..... Moja praca ala Kopciuszek doprowadziła mnie niemalże na skraj wyczerpania nerwowego , ale tradycji stało się zadość i ciasteczka są .....
wtorek, 20 grudnia 2011
Podunie , podusiątka ;-)))
Z wiekiem człowiek dziecinnieje , wzrostu mu ubywa i w ogóle pryzmat mu się zmienia .....Mam nadzieję , ze z tym swoim 40 + nie muszę się uznawać jeszcze za matuzalemowego osobnika , ale zawsze już bliżej niż dalej .... Ostanio za przyczyną Gośki / osobista przyjaciółka / i zgodnie z powiedzeniem " z kim przystajesz ,takim sie stajesz " dopadła mnie mania zdrobnień słownych . Kupuję chlebek i masełko , piję mleczko , a Kalifek to piesunia / 26 kg żywej wagi ! - psisko jak byk ! /....
Ostatnio furorę zrobiło " jeżątunio " - czyli po prostu jeż . Jeżątunio szło sobie drogą i jego ocalenie wymagało pewnych manewrów samochodem aby ocalić jego kruchy żywot. W trakcie naszej paplaniny wymyślamy jakieś neologizmy słowne , oczywiście oparte na zdrobnieniach i ubaw mamy po pachy .
A teraz absolutna abstrakcja , słowo- nic , słowo bez etymologii , wytwór powstały niewiadomo gdzie , kiedy i za czyją przyczyną - to DZID ;-))))) nawet nie wiem czy tak napisać , bo może DZIT . Mianem tym określamy coś fantastycznego , strzał jakiś totalny , cudo , po prostu coś niebywałego .... Słowo to ma najczęstsze zastosowanie podczas naszych polowań w ulubionym secondhandzie , gdzie nasz status urósł do pozycji wysokiej klasy snajperek .... Wtedy właśnie pada to kluczowe słowo "ALE DZID " i wiadomo już ,że został trafiony jakiś rewelacyjny Hilfiger , Monsoon , Zara , Banana Republic , czy inny Dior lub D&G .
Niedawno znaczenie słowa trochę się rozszerzyło i podchodzą pod niego jakieś niebywale słodkie , śliczne i romantycze przedmioty .
Chciałam dziś właśnie pokazać aż trzy DZIDY ;-))) . To słodkie podusiątka . Zdjęcia może niespecjalnie oddają ich skalę , ale wymiary tych cudeniek oscylują coś ok. 30 x 20 cm / gobelinowe hafciki / i 20 x15 cm / patchworkowa / . Rozsiadły się na wielkim fotelu nieopodal kominka i tak na prawdę nie służą niczemu tylko temu, aby sie nad nimi zachwycać ....No sami popatrzcie ....
Ostatnio furorę zrobiło " jeżątunio " - czyli po prostu jeż . Jeżątunio szło sobie drogą i jego ocalenie wymagało pewnych manewrów samochodem aby ocalić jego kruchy żywot. W trakcie naszej paplaniny wymyślamy jakieś neologizmy słowne , oczywiście oparte na zdrobnieniach i ubaw mamy po pachy .
A teraz absolutna abstrakcja , słowo- nic , słowo bez etymologii , wytwór powstały niewiadomo gdzie , kiedy i za czyją przyczyną - to DZID ;-))))) nawet nie wiem czy tak napisać , bo może DZIT . Mianem tym określamy coś fantastycznego , strzał jakiś totalny , cudo , po prostu coś niebywałego .... Słowo to ma najczęstsze zastosowanie podczas naszych polowań w ulubionym secondhandzie , gdzie nasz status urósł do pozycji wysokiej klasy snajperek .... Wtedy właśnie pada to kluczowe słowo "ALE DZID " i wiadomo już ,że został trafiony jakiś rewelacyjny Hilfiger , Monsoon , Zara , Banana Republic , czy inny Dior lub D&G .
Niedawno znaczenie słowa trochę się rozszerzyło i podchodzą pod niego jakieś niebywale słodkie , śliczne i romantycze przedmioty .
Chciałam dziś właśnie pokazać aż trzy DZIDY ;-))) . To słodkie podusiątka . Zdjęcia może niespecjalnie oddają ich skalę , ale wymiary tych cudeniek oscylują coś ok. 30 x 20 cm / gobelinowe hafciki / i 20 x15 cm / patchworkowa / . Rozsiadły się na wielkim fotelu nieopodal kominka i tak na prawdę nie służą niczemu tylko temu, aby sie nad nimi zachwycać ....No sami popatrzcie ....
środa, 14 grudnia 2011
PORCELANOMANIA : Myjcie się dziewczyny........
Myjcie się dziewczyny nie znacie dnia ni godziny.....oczywiście Jan Izydor Sztaudynger .... a właściwie jego fraszka posłuży mi dzisiaj za motto do kolejnego odcinka PORCELANOMANII . Tematem przewodnim , jak łatwo zgadnąć bedą dziś przedmioty służące do higieny łazienkowo-taoaletowej .
W dobie , kiedy to o bieżącej wodzie płynącej z kranu można było sobie tylko pomarzyć , nasi przodkowie radzili sobie znakomicie . Ci ,którym powodziło się lepiej lub znacznie lepiej mieli do wyboru ekskluzywne , powiedzielibyśmy dzisiaj , materiały z jakich produkowano toaletowe utensylia. Była to porcelana , porcelit , fajans ,jako dodatki wykorzystywano srebro ,ba nawet złoto , kość zwierzęcą / słoniową , bawolą / , szylkret , masę perłową .....Ci natomiast ,którym nie szczęściło się aż tak bardzo mieli do wyboru skromniejszy asortyment wykonany z cyny , cynkalu , gliny czy drewna .
W wielkich, bogatych domach istniały specjalne pokoje łaziebne lub kąpielowe , w miejskich mieszkaniach były to raczej kąciki higieniczne ,gdzie stawiano specjalne komody wykładane marmurem czy alabastrem a na nich lokowano wszystkie konieczne przedmioty .
Takim podstawowym zestawem do higieny był komplet składający się z misy do mycia , dzbana do wody , nocnika często również mniejszych naczyń takich jak mydelniczka , pojemnik na szczoteczki do zębów i pojemniczki na różnej maści specjały .
Korzystając z możliwości jaka się nadarzyła również urządziłam sobie taki pokój kapielowy , który od zawsze był moim marzeniem . Może nie jest tak imponujący jak te pałacowe , bo ma tylko 15 m2 , ale dla mnie jest królestwem ! Pisałam już zresztą o nim w poście http://szarpejek.blogspot.com/2010/03/czy-mozna-sie-u-pani-wykapac.html , tamte zdjęcia są już dziś troszkę nieaktualne ,bo dekoracja zmienia się jak w kalejdoskopie ..... chociażby nie ma już francuskiego porcelanowego kompletu do mycia z drobnym, kwiatowym szlaczkiem , bo wymieniłam go na cos co bardziej mi sie spodobało .
Zważywszy na to ,że rzeczy te są delikatne , często przy tym były używane , całych kompletów zachowało się bardzo niewiele . Najczęściej są to , albo sam dzban , albo osierocona misa , albo jakieś drobne elementy . Praktycznie wszystkie liczące sie fabryki miały w swojej prodykcji taki asortyment. Prześcigały się w pięknie form , metodzie zdobienia ilości dodatków i dzieki temu możemy dziś podziwiać te cudeńka.... Przyznam sie szczerze ,że próbowałam kiedyś higieny przy użyciu tych przedmiotów i....uchowaj Boże ! Woda z kranu to jest to ! Wolę cieszyć się ich widokiem , a radują mnie ogromnie .....
Najpierw dzbany . Mam ich sierotek trzy plus jeden w komplecie . Pierwszy z lewej to wyrób fabryki Carla Tielscha , cięzki i solidny z reliefami ,ręcznie zdobiony ,z podmalowywanym kwiatem róży - w dzisiejszym języku takie 3 D ;-))) , ten w głębi , przecudownej secesyjnej formy zdobi bogata różana kalka . Nie jest sygnowany ale inne znaki świadczą o jego pochodzeniu gdzieś z Czech . Oba mają już dobrze ponad 100 lat . Moim ulubieńcem jest ten po prawej. Angielski , wiktoriański Wedgwood z lat 80 XIX stulecia . To najnowszy mój nabytek , nie będę go opisywała , poprostu wystarczy popatrzeć na szczegóły .
W dobie , kiedy to o bieżącej wodzie płynącej z kranu można było sobie tylko pomarzyć , nasi przodkowie radzili sobie znakomicie . Ci ,którym powodziło się lepiej lub znacznie lepiej mieli do wyboru ekskluzywne , powiedzielibyśmy dzisiaj , materiały z jakich produkowano toaletowe utensylia. Była to porcelana , porcelit , fajans ,jako dodatki wykorzystywano srebro ,ba nawet złoto , kość zwierzęcą / słoniową , bawolą / , szylkret , masę perłową .....Ci natomiast ,którym nie szczęściło się aż tak bardzo mieli do wyboru skromniejszy asortyment wykonany z cyny , cynkalu , gliny czy drewna .
W wielkich, bogatych domach istniały specjalne pokoje łaziebne lub kąpielowe , w miejskich mieszkaniach były to raczej kąciki higieniczne ,gdzie stawiano specjalne komody wykładane marmurem czy alabastrem a na nich lokowano wszystkie konieczne przedmioty .
Takim podstawowym zestawem do higieny był komplet składający się z misy do mycia , dzbana do wody , nocnika często również mniejszych naczyń takich jak mydelniczka , pojemnik na szczoteczki do zębów i pojemniczki na różnej maści specjały .
Korzystając z możliwości jaka się nadarzyła również urządziłam sobie taki pokój kapielowy , który od zawsze był moim marzeniem . Może nie jest tak imponujący jak te pałacowe , bo ma tylko 15 m2 , ale dla mnie jest królestwem ! Pisałam już zresztą o nim w poście http://szarpejek.blogspot.com/2010/03/czy-mozna-sie-u-pani-wykapac.html , tamte zdjęcia są już dziś troszkę nieaktualne ,bo dekoracja zmienia się jak w kalejdoskopie ..... chociażby nie ma już francuskiego porcelanowego kompletu do mycia z drobnym, kwiatowym szlaczkiem , bo wymieniłam go na cos co bardziej mi sie spodobało .
Zważywszy na to ,że rzeczy te są delikatne , często przy tym były używane , całych kompletów zachowało się bardzo niewiele . Najczęściej są to , albo sam dzban , albo osierocona misa , albo jakieś drobne elementy . Praktycznie wszystkie liczące sie fabryki miały w swojej prodykcji taki asortyment. Prześcigały się w pięknie form , metodzie zdobienia ilości dodatków i dzieki temu możemy dziś podziwiać te cudeńka.... Przyznam sie szczerze ,że próbowałam kiedyś higieny przy użyciu tych przedmiotów i....uchowaj Boże ! Woda z kranu to jest to ! Wolę cieszyć się ich widokiem , a radują mnie ogromnie .....
Najpierw dzbany . Mam ich sierotek trzy plus jeden w komplecie . Pierwszy z lewej to wyrób fabryki Carla Tielscha , cięzki i solidny z reliefami ,ręcznie zdobiony ,z podmalowywanym kwiatem róży - w dzisiejszym języku takie 3 D ;-))) , ten w głębi , przecudownej secesyjnej formy zdobi bogata różana kalka . Nie jest sygnowany ale inne znaki świadczą o jego pochodzeniu gdzieś z Czech . Oba mają już dobrze ponad 100 lat . Moim ulubieńcem jest ten po prawej. Angielski , wiktoriański Wedgwood z lat 80 XIX stulecia . To najnowszy mój nabytek , nie będę go opisywała , poprostu wystarczy popatrzeć na szczegóły .
Trójelementowy , secesyjny komplet z ciężkiego fajansu to taki trochę weteran , posiada spękania , dokonywano na nim napraw , ma wypełnione ubytki i kilka klejeń . Wszystko to nie umniejsza jego uroku - specjalnie piszę uroku , bo urodą nie dorównuje wcześniej opisanym dzbanom .Pochodzi z Niemiec , raczej z jakiejś niewielkiej fabryki , sygnatura w całości jest raczej nieczytelna . Ten komplet to produkt raczej drobnomieszczański ..... Zachował sie również jak widać wielce użyteczny nocnik .
Pojemnik na szczoteczki ,który stoi na półeczce służy mi dzisiaj jako mydelniczka - to mój kochany Villeroy Boch .
Wielce ciekawym urządzeniem jest LAVABO . Dziś już praktycznie niespotykane . Jego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa lavatio , lavationis i oznacza - mycie , kapiel . W tym przypadku nazwa użyta jest do zbiornika na wodę , posiadającego kranik , a służącego do mycia rąk . Historia lavabo siega aż wieków średnich . Wykonywano je z marmuru , cyny , mosiądzu , ten jest porcelanowy . Dziś jest w nim po prostu....mydło w płynie ;-))))
Samotna misa to kolejne cudowne dzieło Villeroy'a Bocha . Rasowa secesja z monochromatycznym wzorem w kolorze magenta . Wielka , ciężka i piękna . Służy mi dziś do wielu celów ...raz nawet była donicą do wielkanocnej hodowli...hiacyntów ;-)))
Ten trzyczęściowy komplecik to mydelniczka , pojemnik na szczoteczki i ...nazwijmy to pojemnik na waciki . Kolejne secesyjne cudeńko C.T Altwasser ...,że też ludziom sie tak chciało - ręczna malatura , reliefy - majstersztyk . W tych kuchennych , skądinąd, pojemnikach mieści sie cała masa drobiazgów potrzebnych w łazience....
Mam jeszcze jeden mydelniczkowo-szczoteczkowy komplet . Stara , francuska porcelana z połowy XIX w , jest całkowicie ręcznie i misternie zdobiony .
Naczynia nocne , czyli nocniki ;-)))) Bez nich nie mogła obyć się żadna sypialnia , czy pokój kąpielowy - niby nie do higieny , ale w jakis sposób z nią związany . Jeden zaprezentował się już przy dużym komplecie , kolejny - angielski Johnson Bros , "robi" teraz za osłonkę kwiatowej doniczki . Jest wielki i jak przypuszczam musiał być ....dość wygodny ;-))
To secesyjne naczynie nocne pochodziło jak mniemam z panieńskiego pokoiku ...słodko zdobione kwiatkami jabłoni i łabądkami , jest także zdecydowanie mniejszych rozmiarów niż poprzednie - jakby dla dorastającej panienki . Same znaki zapytania nad nim , bo nie ma sygnatury i nic o nim nie wiem , prócz tego ,że przywiozłam go z czeskiego antykwariatu . Dziś nocnik awansował / chyba mozna tak powiedzieć / i trzymam w nim balsamy do ciała ;-))))
I jeszcze kilka zdjęć zrobionych przeze mnie w Pszczynie, w zamku książąt Hochbergów . Spotkałam tam przecudnej urody porcelanowe komplety higieniczne ...... Ten poniżej pochodzi z tzw. garderoby cesarskiej. Naczynko z dziurką - to po prostu spluwaczka ....
Tak wielkiego zestawu nie spotkałam nigdzie !!! Tu pokazanych jest aż siedem elementów , a być może było ich znacznie więcej ....Ten wyjątkowo prosty , aczkolwiek piękny w swej prostocie , typowo męski komplet umieszczono w kąciku higienicznym sypialni księcia Hansa Heinriha XV Hochberga
Łazienka tzw. różowa z porcelanowymi : wanną , ustępem i piecem . Zainstalowano tam również szafy ,pełniła więc dodatkowo funkcję garderoby . Porcelanowy komplet z pawiem pochodzi z Czech , z przełomu XIX / XX w.
Dziś już koniec porcelanowej podróży w czasie . Często zatrzymuję się myślami nad tymi wszystkimi przedmiotami i za każdym razem niezmiennie zadziwia mnie fakt ,że przeżyły dwie wojny światowe , inne zawieruchy dziejowe i dalej tak świetnie się prezentują . Ciągle mają do spełnienia swoją misję aby służyć człowiekowi , może niekoniecznie w sposób do jakiego je stworzono , ale zawsze..... Jak widać zachowały swoje walory zdobnicze , są mydelniczkami , puzderkami , pojemniczkami na różne drobiazgi , osłonkami doniczek a fantazja ciągle podpowiada do czego jeszcze mogłyby się przydać . Dlatego właśnie jak zagrożone gatunki , również je należy chronić od wyginiecia - chociaż to tylko porcelanowe skorupy ;-))))
Etykiety:
**PORCELANOMANIA**,
Gadżety,
hobby,
kolekcje,
Porcelana,
Starocia,
U mnie w domku,
Villeroy Boch
Subskrybuj:
Posty (Atom)