Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą babskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 stycznia 2012

Romeo z Otmuchowa

Tak się złożyło ze 1 stycznia  zastał mnie na wycieczce w Otmuchowie . W tym niewielkim miasteczku na Dolnym Śląsku znajduje się wspaniały XIII wieczny zamek , a jak zamek to i wieża .... .Nie o przeszłości tego miejsca zamierzam jednak dziś napisać , ale o tym co wydarzyło się tam 31.12.2011 . Historia wielce romantyczna, aż  dziw ,że wpasowana w XXI wiek .
Oczywiście w taki dzień jak Nowy Rok wszelkie przybytki nie są udostępnione do zwiedzania , w  związku z tym  oczywistym było , że widok z wieży otmuchowskiego zamku nie dany będzie do oglądnięcia moim oczom .... Ale raptem znikąd .....pojawiła się wielce rezolutna Pani z młodzieńcem, którzy to posiadając klucz do otmuchowskiej wieży zgodzili się zabrać nas na górę . Po co tam szli ? Ano właśnie ..... W sylwestra o 24 na szczycie wieży młodzieniec oświadczył się swojej wybrance !!!! Był PRAWDZIWY szampan , serce z róż ,świece  i oczywiście pierścionek a dodatkowo jako bonus ..... setki sztucznych  ogni  sylwestrowych . Po drodze na szczyt chłopak  wszystko nam opowiedział - o tym jak powstał pomysł , jak wynajął na ten cel ową wieżę , jak przetransportował odpowiednie gadżety  do góry i jak to dziewczyna z zawiązanymi oczami została wprowadzona na wieżę . Wcale niełatwa organizacja tego przedsięwziecia sowicie się opłaciła , zaręczynowy pierścionek ZOSTAŁ PRZYJĘTY  , a narzeczona jeszczcze 1 stycznia pozostawała w szoku . Wtedy , kiedy się spotkaliśmy udawali się na górę aby posprzątać cały "bałagan" .
Pozdrawiam otmuchowskiego Romea - Damiana i jego wielce sympatyczną przyszłą ciocię - Panią Teresę / narzeczona to jej siostrzenica / . Życzę wiele szczęścia w tak rozpoczetym roku i już na zawsze....
A tak na marginesie  - widok z wieży zatrzymujący dech w piersiach . O północy w Sylwestra musiał być po prostu bajeczny !!!



wtorek, 20 grudnia 2011

Podunie , podusiątka ;-)))

Z wiekiem człowiek dziecinnieje , wzrostu mu ubywa  i w ogóle pryzmat  mu się zmienia .....Mam nadzieję , ze z tym swoim 40 + nie muszę się uznawać jeszcze za  matuzalemowego osobnika , ale zawsze już bliżej niż dalej .... Ostanio za przyczyną Gośki / osobista przyjaciółka / i zgodnie z powiedzeniem " z kim przystajesz ,takim sie stajesz " dopadła mnie  mania zdrobnień słownych . Kupuję chlebek i masełko  , piję mleczko , a Kalifek to piesunia / 26 kg żywej wagi ! - psisko jak byk ! /....
Ostatnio furorę zrobiło " jeżątunio " - czyli po prostu jeż .  Jeżątunio szło sobie  drogą i jego ocalenie wymagało pewnych manewrów samochodem aby ocalić jego kruchy żywot. W trakcie naszej paplaniny wymyślamy jakieś neologizmy słowne , oczywiście oparte na zdrobnieniach i ubaw mamy po pachy .
 A teraz absolutna abstrakcja , słowo- nic , słowo bez etymologii , wytwór powstały niewiadomo gdzie , kiedy i za czyją przyczyną  - to DZID  ;-))))) nawet nie wiem czy tak napisać , bo może DZIT .  Mianem tym określamy coś fantastycznego , strzał jakiś totalny , cudo , po prostu coś niebywałego .... Słowo to ma najczęstsze zastosowanie podczas naszych polowań w ulubionym secondhandzie , gdzie nasz status urósł do pozycji wysokiej klasy snajperek  .... Wtedy właśnie  pada to kluczowe słowo    "ALE DZID "  i wiadomo już ,że został trafiony jakiś rewelacyjny Hilfiger  , Monsoon , Zara , Banana Republic , czy inny Dior lub D&G .
Niedawno  znaczenie słowa trochę się rozszerzyło i podchodzą pod niego jakieś niebywale słodkie , śliczne i romantycze  przedmioty .
Chciałam dziś właśnie pokazać aż trzy DZIDY ;-))) . To słodkie podusiątka  . Zdjęcia może niespecjalnie oddają ich skalę , ale wymiary tych cudeniek oscylują coś ok. 30 x 20 cm  / gobelinowe hafciki / i 20 x15 cm / patchworkowa / . Rozsiadły się na wielkim fotelu nieopodal kominka i tak na prawdę nie służą niczemu tylko temu, aby sie nad nimi zachwycać ....No sami popatrzcie ....





piątek, 25 listopada 2011

Iluminacja w środku nocy - Słodka zupa dyniowa

Nigdy nie gotowałam zupy  z dyni , co więcej nigdy jej nawet nie  jadłam ...... Ale po kolei..... Dynie kupuję co roku , mniejsze , większe , olbrzymie - lubię ich kształt i kolor i to jak ślicznie wzbogacają wystrój domu . Króluja u mnie do Bożego Narodzenia  , po mału podsychają , nadpsuwają się i lądują ...no wiecie gdzie . W tym roku podczas urządzania instalacji o jakiej pisałam w Thanksgiving 'owym poście doznałam iluminacji ! A jakby tak zupę ugotować ! Problem w tym ,że iluminacja następiła po godz 23 , kiedy kończyłam robić zdjęcia .....Ze mną jest jednak tak ,że jak coś wymyślę zaczynam walkę z tematem natychmiast . Szybkie wertowanie zasobów neta pokazało , że zupa dyniowa może być w wersji na ostro lub na słodko . Wybrałam tę drugą .
Obieranie dyni okazało się kuriozalne , ale dałam radę - potem poszło już szybko . Gotowanie , miksowanie , przyprawianie i na koniec ..... lane kluseczki . Po 1 w nocy , zupka była gotowa.  Nie miałam litości i chociaż symbolicznie kazałam przetestować smak. Wyrok - wspaniała !!!

Oto mój zmodernizowany przepis na tę zupkę :

1 dynia / wielkości pomelo/
700 ml wody
2 łyżki cukru / można dać więcej , bo musi być słodka /
2 łyżeczki cukru waniliowego
1/2 szklanki mleka
cynamon do smaku
płatki migdałowe

Dynię obieramy , kroimy w kostkę , gotujemy do miękkości z wodą i cukrem . Lekko przestudzić i zmiksować na krem , dodać mleko , cukier waniliowy i cynamon . Dokładnie wymieszać , musimy osiągnąc konsystęcję gęstego kremu . Na wierzchu posypać  płatkami migdałowymi i leciutko cynamonem. Jeśli ktoś lubi , pysznie smakuje z lanymi kluseczkami  / 2 jajka i 4 łyżki mąki na tę porcję zupy starczą /. Oczywiście kluseczki robimy oddzielnie i przed nalaniem zupki do miseczki umieszczamy w niej pewną ilość kluseczek .  Jak dla mnie pychota - polecam , bo jeszcze dynie mozna kupić w warzywniaczku . A poniżej dokumentacja fotograficzna na dowód powstania tej pychoty . Smacznego !





















niedziela, 17 października 2010

Kobieta pracująca czyli żadnej pracy się nie boję !!!

To ponad dwa tygodnie mnie nie było ???? Czas pędzi nieopamiętanie ....Mam takie momenty naenergetyzowania ,że już sama nie wiem za co się wziąć żeby nie było nudno . Generalnie robię wtedy kilka rzeczy na raz co na szczęście nie wpływa na ich jakość ;-) - tak mi się przynajmniej zdaje ...
Wszystko się zaczęło od tego ,że wraz z przyjaciółką  obrosłyśmy ostatnimi czasy w biżuterię  - tę szlachetną , półszlachetną i artstyczną  ....no i jakoś miejsca dla niej nam zabrakło....
Pasowało więc coś zorganizować !!! Zakupione zostały odpowiednie produkty i zaczął się tydzień decoupage'u . Istny koniec świata ! Na zmianę robiły się dwie skrzynki na biżuterię , malowanie,klejenie , malowanie , suszenie i tak w kółko na okrągło . A jaki smród w całym domu -  bo najlepszy efekt daje lakier który "pachnie" niemiłosiernie !!!! Jedna skrzynka poszła właśnie dziś na prezent / kolorystyka czarno-czerwonej laki i motywy japońskie /, moja też się już skończyła i poszła zamieszkać do sypialni /motywy malarstwa Riepina /. Temat biżuterii został więc częsciowo rozwiązany , bo jeszcze trzeba pomysleć o tych większych eksponatach na szyję ;-)))
Żeby smutno nie było ,w tak zwanym międzyczasie kiedy schły skrzynki , tworzył się mój nowy naszyjnik !
Nadałam mu nazwę Frida  / już tak mam ,że wszystko musze jakoś nazywać ;-))))  / gdyż właśnie twórczość , kolorystyka  i biżuteria Fridy Kahlo mnie zauroczyła . Jeszcze trochę zostało do końca i oczywiście potem się pochwalę ;-))).
Żeby zaś smutno juz wcale nie było ,wprowadzałam zmiany przemeblowaniowe , a na pierwszy ogień poszły sypialnia i łazienka. Tak więc dwa tygodnie wariactwa i co ciekawe jeszcze się nie zmęczyłam !!!!



 



poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Gehenna... Masakra... Apokalipsa....czyli DUKAN

PRÓBOWALIŚCIE JUŻ WSZYSTKIEGO , STOSOWALIŚCIE WSZYSTKIE MOŻLIWE DIETY , A POTEM ZNÓW PRZYBIERALIŚCIE NA WADZE ?
To tak jak ja. Teraz pora na ostatni zmasowany atak. Francuska proteinowa dieta dr-a Ducana. Jak głosi opis " nowatorska , niezwykle skuteczna dieta proteinowa , która pozwala zrzucić zbędne kilogramy , ale także uniknąc efektu jo-jo i utrzymac upragnioną figurę  DO KOŃCA ŻYCIA "
Taaaaa!  Pożyjemy zobaczymy ! Kobieta czy waży 50 czy 100 kg odchudza sie zawsze . Bo musi !!!!
Bardzo ogólnie rzecz biorąc  ,dieta składa sie z czterech etapów , pozwala na jedzenie dowolnych ilości pożywienia , o dowolnych porach dnia / !!!!! / , ale jak zawsze jest jeden myk !
Owy myk to zgoda na spożywanie tylko konkretnych wybranych składników.
Jak sie nad tym zastanowić nie jest tragicznie , szczególny raj mają mięsożercy , bo nabiałowcy i warzywniacy tak jak ja, trochę gorzej .
Sądząc po moim przykładzie ,człowiek jest zwierzęciem stadnym , mało tego posiadajacym wysoki poziom chęci rywalizacji.
W ub. tygodniu  dowiedziałam sie ,że zaczął mąż przyjaciółki , dwa dni temu druga przyjaciółka , więc chyba już rozumiecie skąd taka schiza ;-))))
Schiza została pogłebiona dzisiaj o kolejny stopień. Mianowicie zakupiłam cuuuudowną bluzkę , która jak łatwo się domyśleć jest  ciut /!/ przyciasna . Zatem do ideologii został wynaleziony MOTYW , czyli  chęć swobodnego wystąpienia w bluzce !
Proszę wiec o wspomagajace modlitwy , trzymanie kciuków ,doping nieustanny - o efektach będę informowała ;-)))) A może jeszcze ktoś chętny ?????
Zastanawiałam sie jak owego posta zilustrować  i nic innego nie dźwięczało mi w głowie jak tylko slogan  MOTYLEM  BYŁEM ALE UTYŁEM  ;-))))) , a w mojej zdjęciowej kolekcji tyle juz upolowałam  motyli - niech więc osłodzą  swoim widokiem  mój trud.


czwartek, 29 lipca 2010

I co dalej.... ???!!!

Chwila ta musiała kiedyś nastąpić . W mojej pozegarowej witrynce wypełniło sie ostatnie miejsce. Kolekcja secesyjnych filizanek do herbaty , kawy , czekolady ,zyskała oto ostatniego pensjonariusza -cudowną malusieńką filiżankę do mokki . Tym samym nastapił impas , co dalej? Nie zmieści sie już nic więcej ,zeby nie wiem co ! W głowie pustka , w sercu niepokój ;-) . Wzorem nieśmiertelnej Scarlett O'Hara - "pomyślę o tym jutro"  , a ścislej rzecz biorąc jak trafi się egzemplarz niezbędny mojej kolekcji  i gdzieś będzie musiał stanąć ;-)))


Oto i rzeczony ostatni nabytek .Malusieńkie, ponad stuletnie  cudeńko , niewiele większe od naparstka , doslownie na dwa łyczki szatańskiej mokki.


Wszystko to , to egzemparze śląskiej porcelany ,według mnie najurokliwszej ze wszystkich , dziś już dosłownie na wymarciu.....




...i moja ulubienica. Herbacianka tułowicka od Schlegelmilcha , najstarsza lokatorka witrynki .
Zawsze jak biorę je do ręki podczas kolejnego czyszczenia , wzrusza mnie myśl , jak takie kruchości przetrwały dwie wojny i dożyły tak sądziwego wieku ?? ;-))))

niedziela, 14 marca 2010

Crema verde

Pojemy dzisiaj trochę.Na niedzielny obiadek co niektórym znowu sie zachciaŁo CÓŚ .Tylko zupka , ale gdybym byla właścicielką  jakiejś restauracyjki , gdzie podaje sie pyszności pod wymyślnymi , powodującymi ślinotok   nazwami, to nazwałabym ową zupkę
KREMOWA ESENCJA ZIELENI  PODANA ZE ZŁOCISTYMI PŁATKAMI  I CHRUPIACYMI GRZANKAMI  Z NUTĄ BAZYLII I CZOSNKU  ;-)))))
To zapraszam !
Przydałoby sie mieć rosołowy wywar , ale z braku owego starczy doskonała drobiowa bulionetka Knorra .Zbieramy zieleninę : kapustę włoską , por ,zielony groszek , nać pietruszki ,bazylię , szczypiorek.






Kroimy kapustkę , por ,pietruszkę zieloną , dodajemy groszek . Wszystko na w miarę drobne elementy ,aby było potem łatwo miksować. Oczywiście groszku nie kroimy ;-)))))))






Całość wrzucamy do bulionu i gotujemy aż do miękkości .
Dodajemy przyprawy : vegeta , pieprz , czosnek ,sól ,
 ewentualnie jakieś swoje ulubione zioła.


Przygotowujemy kolejne niezbędne składniki. 
masełko z dodatkiem szczypiorku / może być też zwykle /
serek typu fromage
śmietankę ,koniecznie ukwaszoną ,odpowiednią do zup
pokrojony drobno szczypiorek
cieniutkie płatki złocistego sera pleśniowego
grzaneczki w kostkach
kilka listków bazylii





Zupka nam sie juz zagotowała ,więc dokładnie ja miksujemy ,
dodając w trakcie śmietankę, fromage i masełko.


Celowo nie podaję tu ilosci , bo każdy generalnie robi wszystko na "swój smak".
Moja porcja / do 3 bulionówek /  to mniej wiecej :  3 liscie kapusty włoskiej , 1 duży por , 1/2 pęczka pietruszki, 1 szklanka zielonego groszku , 1/4 kostki masełka ,1pudeleczko fromage'a,3/4 szklanki śmietany  i według uznania szczypiorek , ser pleśniowy ,grzanki i bazylia / ja daję sporo ,szczegórlnie sera i grzanek.

Po zmiksowaniu , nalewamy do miseczek , bulionówek czy jak nam wygodnie , najpierw sypiemy grzaneczki
/dzięki temu inne składniki nie utoną /,następnie szczypiorek i złote płatki sera pleśniowego , dekorujemy dowolna ilością bazylii.


Jedne z moich bulionówek , oczywiście ;-)))) Villeroy & Boch , seria Audun







  


niedziela, 14 lutego 2010

W MAGLU CZYLI NA SIŁOWNI odc 2. Antywalentynki



Dziś kolejna wizyta na siłowni u Violki i Gośki .
Gołym okiem było widać , że zbliża się zadymka. Bynajmniej nie za oknem , tam delikatnie prószył śnieg . Zadymka a raczej zadyma zbliżała się korytarzem do sali ćwiczeń ,w osobie bądź co bądź uroczej zazwyczaj Violki , która bez słowa rzuciła się do atlasopodobnego urządzenia rozciągającego. Gośka nie odezwała się nawet szanując „wnerw” swojej przyjaciółki i jej niezwykłe milczenie. Po pięciu minutach odczuła jednak lekkie zaniepokojenie , po dziesięciu stan ten się nasilił , a po kolejnych pięciu / czyli w sumie piętnastu / była już mocno zaniepokojona . W ciągu kolejnej minuty Gośka wpadła w stan paniki !!! -- No gadaj , bo zwariuję !!!! -- Violka jednak nie miała jakoś ochoty wydusić z siebie ani słowa. -- No słyszysz ? Coś ci zaraz zrobię , jak się nie odezwiesz . -- W sali było dość cicho a i tak Gośka ledwie usłyszała szept przyjaciółki , wydobywający się zza zaciśniętych ust usytuowanych na poszarzałej , tym razem, twarzy .--Jeżeli jeszcze raz usłyszę dziś słowo „walentynki” ,najpierw puszczę pawia ,a potem zamorduję własnymi rękoma tego co je wypowiedział-- Po tym zdaniu Violce jakby ulżyło , jakby wypuściła powietrze z niewidzialnego balonika , a Gośka nagle uświadomiła sobie powód ,dla którego znalazła dziś na stole w kuchni jakieś podwiędłe badyle pod nazwą „niby róże” .Zaraz też przebiegło jej przez głowę zdanie ,pozornie pozbawione sensu , jednakże mocno prawdziwe : „aby odwalić pańszczyznę”. – Referuj kochana , referuj o tych wa…. — Gośka ugryzła się w język ,bo już widziała długie paznokcie Violki zatopione w swoim gardle . – No referuj ,po prostu -- Violka nabrała powietrza w płuca i z jej zaciśniętych ust , poprzez zęby zaczął cedzić się potok słów . – Wiersze na walentynki , kartki na walentynki , prezenty na walentynki , serduszka , aniołki , diabełki , muzyczne walentynki , logo na walentynki, bielizna na walentynki, mowa kwiatów , miłosne aforyzmy , dasz wiarę , nawet paintball na walentynki . Tego się nie da znieść!!!! Zalew tej anglosaskiej kultury jest obrzydliwy !!! To prześciganie się w wymyślaniu kolejnych głupot , powinno raczej znaleźć przełożenie na zmianę w codziennym postępowaniu. Jaki jest sens takiej jednodniowej zakłamanej manifestacji , skoro na co dzień jest inaczej ??? -- Gośka siedziała z rozdziawionymi ustami i wprost wyglądała na ucieleśnioną maszynę myślącą -- O ekspresję Radzia w dniu dzisiejszym nie pytam , ale ten Nowy chyba się sprawdził? -- / O NOWYM MOŻNA PRZECZYTAĆ W POPRZEDNIM ODCINKU / -- Boże , jaka ty głupia jesteś – zawyła Violka -- Właśnie o to chodzi ,że od rana smski , wierszyki , kwiatki , prezenciki , pierdoły. A ja chcę wreszcie czystego uczucia , bez tego śmiesznego zadęcia jednodniowego święta , chcę uczucia na co dzień ,chcę walentynek na co dzień, chcę żeby coś istniało bez względu na dzień czy porę roku .Oficjalne odprawienie takiego święta powoduje tylko to ,że rodzi się w świadomości myśl „odfajkowane”. I z roku na rok jest gorzej , kupowanie jakichś bzdetów , kwiatków , serduszek , które na drugi dzień leżą w kącie , albo co gorsza na śmietniku ,tylko po to żeby poczuć ulgę ,że jesteśmy tacy światowi. Dość mam takich jednodniowych , wspaniałych bohaterów , którym pary starcza tylko na 24 h. Natomiast w każdym innym dniu roku nie przypominają herosów walentynkowych. Czemu nas ,babki , stać na wyprawianie walentynek 365 dni w roku ? – Gośka cmoknęła z niedowierzaniem , a może z dezaprobatą słysząc ostatnie zdanie Violki -- No dobra ,ok. niech będzie 300 , odejmę okres i kilka dni wokół niego -- Violka wydała się sobie naprawdę wspaniałomyślna i na fali euforii zaatakowała Gośkę. – A ty? A ty czemu się nie wypowiesz ?-- -- Po „a” nie miałam jeszcze możliwości , po „b” twoja definicja jest wręcz encyklopedyczna , a po „c” ….. -- I tu Gośce rozbłysły gniewem oczy – Na stole stały dziś walentynkowe zdechłe róże , a w zeszłym roku Wituś przesłał bukiet limuzyną przez posłańca . – Violka triumfowała – A widzisz , no sama widzisz !!! A co zrobił takiego znaczącego przez następne 364 dni? -- Po chwili milczenia Gośka cichutko wyszeptała -- no nic . NIC ZNACZĄCEGO !--

Pomimo całej głupoty tego żałosnego święta, przyznaję, że miłość jest piękna i daje dużo radości. Życzę więc tym, którzy mają swoją parę, żeby się z tego cieszyli, a jak się nie cieszą, to albo niech zaczną, albo niech się pożegnają., bowiem związek, który nie daje radości nie powinien istnieć. A ci, którzy nie mają parki, też niech się z tego cieszą, bo wolność też jest piękna. I niech pamiętają, że warto poczekać. W każdym momencie.

niedziela, 17 stycznia 2010

W MAGLU CZYLI NA SIŁOWNI odc 1. Kłopotliwy prezent


Zainspirowana moją wczorajsza opowieścią o krewetkach w karniszach ;-))) , stwierdziłam ,że takie myśli , mądrości i plotki wymieniały sobie nasze babki ni mniej ni więcej w maglu .Zważywszy , że magiel jako taki ,czyli nie maszyna a miejsce przestał już chyba istnieć ,znaleźć trzeba jakieś miejsce alternatywne do wymieniania wszystkich tych plotek i newsów. Pierwsze co przyszło mi do głowy , a co z maglem wielce jest skoligacone to SIŁOWNIA . Maglujemy tam wszakże nasze ciała w celu ujędrnienia , wygładzenia , polepszenia a oprócz tego maglujemy umysł po prostu plotami / no nie da się ukryć /. Do rzeczy!!! Dzisiejszy post będzie pierwszym z cyklu W MAGLU CZYLI NA SIŁOWNI. A cykl jak to cykl będzie miał swoją, co jakiś czas ,kontynuację.
Violka, wielce interesującą kobieta w wieku co prawda mocno balzakowskim, jednakże mimo to atrakcyjnym, pewnie wkroczyła na salę. Jej przyjaciółka Gośka, już od 10 minut rozciągała pracowicie mięśnie , ale Violka zdała się tego nie widzieć. -- No witaj kochana , ale mam niusa , dasz wiarę ? Dostałam prezent i wiesz co ?...Nie wiem co z nim zrobić … /////--Jak beznadziejny ,to sprzedaj na Allegro ,no bo superowy trzeba by chyba zatrzymać. A w ogóle od kogo ten prezent i z jakiej okazji??? ///// I tu Violka jednym tchem wyrzuciła z siebie -- Od Radzia , no wiesz już dawno nam się nie układa , ale prezent postanowił mi dać wspaniałomyślnie, jakoby w celu wyjaśnienia sytuacji i dla mojego dobra , bo bardzo mnie cały czas kocha i chce mojego dobra …i kazał mi sobie wziąć KOCHANKA !!!///// Violka zmęczona swoim słowotokiem opadła na ławeczkę do ćwiczeń , a Gośka spojrzała na nią wcale nie zdziwiona -- O , kochana takie prezenty to się przyjmuje! Bezapelacyjnie ! Szczególnie jak ci je mąż ofiaruje ! Powiem krótko ,bo tu nie ma czego rozwlekać. Czy ty masz moja droga jakieś problemy natury moralnej , skoro własny mąż ich nie ma i wyjeżdża ci z takim podarkiem ???? Ty jesteś po prostu szczęściara!!! Rozpakowałaś już przynajmniej ten prezent ???/////Violka patrzała na nią jak na jednorożca i nieśmiało spytała –Jak to rozpakowałam??? ////--No po prostu! Masz już tego kochanka? Jezu dziewczyno ,czy ty nigdy nie zmądrzejesz? To jest absolutnie kuriozalny ,rewelacyjny ,genialny i co tam jeszcze prezent !!! I do tego jeszcze darowany z chęci dbania o twoje dobro ! ///// Biedna Violka zdawała się dalej nic nie rozumieć i w jej oczach zaszkliły się łzy – Ale po co mi kochanek??? /////-- Po co? No to ja ci powiem po co , skoro taka niedouczona jesteś !!! KOCHANEK to jest to czego ci najbardziej teraz potrzeba , więc prezent jest trafiony w dychę. Zrekompensuje ci znakomicie brak zainteresowania ze strony Radzia. ///// I tu Gośka stanęła jak Statua Wolności z uniesioną ręką i zaczęła recytować jednym tchem , bez zająknięcia , a nad jej głową rozbłysła jakaś taka dziwna łuna światła. Wyglądała jak nawiedzona ! – Kochanek jak już jest z kobietą, poświęca jej całą swoją uwagę , nie czyta w tym czasie gazet , nie gra na konsoli , nie ogląda Ligi Mistrzów , nie idzie z kumplem na piwo ,nie chrapie – bo nie śpi .Woli spotkanie z kobietą i chce je wykorzystać na maksa. Pamięta o jej urodzinach , imieninach , walentynkach , tłustym czwartku , dniu tygodnia kiedy ją po raz pierwszy zobaczył i jeszcze do tego o tym jaka leciała wtedy piosenka .Kochanek wie jaki masz kolor oczu , zna mapę wszystkich pieprzyków na twoim ciele , wie jaki nosisz rozmiar bielizny , jakie pieszczoty lubisz najbardziej i nawet to czy słodzisz kawę , albo ,że w ogóle jej nie pijasz. Kochanek wie to wszystko bo całkowicie wypełniasz tę przestrzeń jego myśli , która zawiera instrukcję jak sprawić kobiecie przyjemność. Stara się cały czas ,bo wie ,że zawsze może cię stracić i nie zabezpiecza go podpisany w urzędzie papierek. Jest ci źle ? Kochanek zadba o to by było inaczej : przyspieszy bicie twojego serca , sprawi, że poczujesz się kobieca , ważna , podziwiana , kochana…. A wszystko to będzie jeszcze spotęgowane ,bo pamiętaj moja droga ,że wszystkie swoje dobre uczynki robi w stanie permanentnego stresu i zagrożenia ,że mimo wszystko zazdrosny mąż go dopadnie / chociaż wiemy ,że to pies ogrodnika- sam nie zje a drugiemu nie da /. Jak więc możesz nie docenić takiego prezentu jakim jest kochanek , skoro dla ciebie narazi swe wątłe życie ??? Przecież nie ma większego poświęcenia!!! ///// Dopiero teraz dało się zauważyć ,że w koło zaległa cisza .Na krótko ,bo kobitki zaczęły bić brawo ,klaskać, skakać , piszczeć, tupać ! A faceci? Zdecydowanie dało się zauważyć dwa obozy . Pierwszy obóz – wyluzowany , z nikłymi i nieśmiałymi uśmiechami na twarzy i drugi – zgaszony , speszony ,z poszarzałymi twarzami i bądz co badz zdziwionymi minami. Violce wydawało się ze mignęła jej tam twarz Radzia , ale to tylko na moment ,bo w sąsiedniej grupie jej uwagę przykuł już wpatrzony w nią jak w słońce przystojny facet . Zabrała się zatem za rozpakowywanie swojego prezentu. No i jak tu nie docenić dobrej przyjaciółki , a już na pewno męża z gestem ???

sobota, 16 stycznia 2010

Historia z morałem .


Zredagowałam tu po swojemu wielce ciekawą opowieść , jaka niedawno zasłyszałam będąc w towarzystwie. Ubawiła mnie najpierw ogromnie , ale potem przyjrzałam się jej refleksyjnie. Jednak jak by na nią nie patrzeć jest wielce pouczajaca. Oto ona
Często najpierw ludzie się kochają ,a że linia losu jest cienka ,cieniutka bywa ,ze szybko się nienawidzą. Coś tam sobie uzbierali i zwykle się tym dzielą. Sprawiedliwie? Niesprawiedliwie? Nie o tym ma być , to kwestia innej natury. Jednakże bywa przeważnie tak ,ze obie strony nie są jednakowo usatysfakcjonowane owym podziałem.
Facet jak to facet , /nazwijmy go pan X /znalazł sobie nowszy model -nie auta ani komórki ,ale kobiety. Porzucił więc żonę dla młodego cuda , a niech ma !!! Świeżo zaś zaślubiona ,nowa pani X wyraziła życzenie zamieszkania w rezydencji małżonka. Ponieważ oblubieniec posiadał lepszego adwokata niż jego pozostawiona „stara” żona ,plan musiał się powieść ,a skoro musiał - to się powiódł. Była pani X dostała tylko trzy dni na wyprowadzkę z dotychczasowego lokum. Systematyczna i opanowana już po ostatnich przejściach / a jakże !!!!/ dawna pani X przez cały pierwszy dzień pakowała swoje walizki, pudła , kartony i co tam jeszcze miała. Drugiego dnia, wynajęta przez nią ekipa przewiozła wszystko do jej nowego miejsca zamieszkania .Trzeciego dnia….
Trzeciego dnia zaś usiadła samotnie w swoim byłym domu , w swojej byłej pięknej jadalni ,przy swoim oczywiście byłym stole .Przygotowała wszystko starannie .Zapaliła świece , włączyła nastrojową muzykę i podała sama sobie wykwintną kolację składającą się z krewetek , kawioru i białego wina. Na koniec odbyła sentymentalną podróż po wszystkich pomieszczeniach swojego byłego domu i w każdym włożyła w karnisz skorupkę krewetki i odrobinkę kawioru. Jako ,że była dobrze wychowaną kobietą , sprzątnęła po kolacji , zamknęła dom i odjechała do swojego nowego miejsca zamieszkania Pan X dość szybko wprowadził do owego gniazdka nową jego Panią i wszystko do pewnego momentu układało się sielankowo. Pewnego dna w całym domu zaczęło śmierdzieć. Przykry zapach próbowano najpierw usunąć prostymi metodami: myto , prano , sprzątano , wietrzono… Na nic !!! Wyprano wszystkie dywany , rozłożono dezodoranty , specjalistyczna firma sprawdziła nawet wszystkie przewody wentylacyjne i temu podobne ,czy aby przypadkiem nie rozkłada się w nich jakieś zwierzątko….. Na nic !!!! Zapach był tak przykry ,że znajomi przestali składać wizyty , firma remontowa pracująca przy podnoszeniu standardu rezydencji /na wyraźne życzenie nowej pani X / odmówiła dalszej pracy a świetnie opłacana pomoc domowa uciekła w popłochu. Jako ostatni opuścili swój tonący okręt państwo X , po prostu oni również nie byli już w stanie wytrzymać tego wszech występującego smrodu.
Dom wystawiono na sprzedaż , za wielce atrakcyjną cenę ,jednak dość długo nie znalazł się żaden kupiec. Mimo obniżenia ceny ,nadal nie było chętnego na smrodliwą rezydencję. Sprawa zrobiła się już głośna i żadna Agencja Nieruchomości nie chciała pośredniczyć w sprzedaży. Pan X postawiony pod ścianą nabył na życzenie swojej nowej Pani - kolejne ,piękne ,wygodne i oczywiście drogie lokum, zaciągając przy tym niebagatelny kredyt . I oto jak króliczek z kapelusza pojawiła się na firmamencie dawna pani X. Była małżonka zadzwoniła pod jakimś tam pretekstem i przypadkiem / a jakże by inaczej / zapytała co tam słychać ???? Mocno przybity były małżonek opowiedział prawie z płaczem historię smrodliwego domu , wciągając w to nawet jakieś domniemane siły nadprzyrodzone / jakże był blisko poznania prawdy !!!!/. Dawna pani X postanowiła w imię starych sentymentów pomóc byłemu małżonkowi. Otóż zaproponowała ,że w zamian za rezygnację z części należnych jej alimentów chętnie nabędzie swój dawny dom ,bo bardzo za nim tęskni…. Pan X postanowił kuć żelazo póki gorące. Zgodził się na warunki byłej żony , stawiając jednak swoje. Zaproponował ,że odstąpi dom za 1/100 jego wartości ale NATYCHMIAST ,tego samego dnia , finalizując sprawę u notariusza. Dawna pani X przystała na propozycję i już po kilku godzinach nowy Ulisses i jego małżonka z chytrą miną przyglądali się jak wynajęta ekspresowo firma przewozowa pakuje ich cały dobytek w celu ekspedycji do nowej siedziby ....oczywiście karnisze również. A jakże !!!!